VI Niedziela Wielkiego Postu /A/ (2014)
VI Niedziela Wielkiego Postu /A/
Niedziela Męki Pańskiej
2014-04-13
Iz 50, 4 – 7; Flp 2, 6 – 11; Mt 26, 14 – 27, 66
Zbliża się czas, w którym przyjdzie nam patrzeć na ukrzyżowanego Pana. Najpierw zatrzyma nas triumfalny wjazd do Jerozolimy. Po trzech latach publicznej działalności Jezus udaje się do niej. Już przeczuwa, że Jego życie biegnie ku końcowi. Koniec będzie bolesny, przeczuwa swoją mękę. Zaufał Ojcu do końca. Wjazd do miasta wyglądał tak, jak zapisał w Starym Testamencie prorok Zachariasz: „Oto król twój idzie do ciebie [Jerozolimo], sprawiedliwy i zwycięski. Pokorny – jedzie na oślątku, źrebięciu oślicy”. U bram miasta wita go uroczyście tłum, trzymający w dłoniach gałęzie palmowe. Triumfalny wjazd niczego nie zmieni. Wołano: Hosanna! Słano przed nim swe płaszcze i gałązki. On wiedział, że wkrótce ten tłum obróci się przeciw niemu. Jezus wjeżdża do Jerozolimy jako Król, ale cichy i pokorny – na oślęciu.
Nikt nie chce wiedzieć, kiedy umrze, czy będzie cierpiał. Wolimy o tym nie mówić. Jezus od samego początku wiedział, że Jego śmierć wkrótce nastąpi i będzie ona wielkim cierpieniem. Nie uciekał, nie błagał Ojca o zmianę planów. Zaufał i zawierzył do końca. A my jak przyjęlibyśmy Pana, gdyby przyszedł, przyjechał na osiołku? Wołalibyśmy: Hosanna!? Razem z tłumem? I pewnie razem z tłumem wydalibyśmy Go Piłatowi. Jakże często w naszym życiu brakuje wytrwałości, wiary, podatni jesteśmy na wpływy innych. Czasami w ogóle nie potrafimy mieć swojego zdania. Albo, jeżeli je mamy, nie umiemy bronić swoich racji, swoich przekonań. XXI wiek daje nam przemoc, chęć zysku, chęć odwetu. Wystarczy włączyć telewizję, aby naszym oczom ukazała się Golgota naszych czasów. Skupiamy swoją uwagę na informacjach w TV, reklamach, powoli stajemy się nieczuli na ludzka biedę, na głód panujący na świecie. Stając się nieczułymi, zimnymi uczestniczymy w ponownym ukrzyżowaniu Jezusa. A cóż to za przykazanie: Miłuj bliźniego swego jak siebie samego? Najlepiej powiedzieć: mnie to nie dotyczy. Jeżeli się kocha, to staje się w obronie wartości, które daje nam nasz Nauczyciel. A wiec – wiary, nadziei, miłości. Nie można wierzyć połowicznie, mieć nadzieje połowicznie, miłować połowicznie. Gdyby wiara Jezusa była połowiczna nie wjechałby na osiołku do Jerozolimy wiedząc, że od tej chwili czas pobiegnie szybko i już niedługo będzie cierpiał. Gdyby nadzieja Jezusa była połowiczna, my nie moglibyśmy mieć nadziei na Zmartwychwstanie. Gdyby miłość Jezusa była połowiczna, nie wziąłby na siebie grzechów nas wszystkich i nie umarłby za nas. Nie można połowicznie przyjmować Jezusa. Albo się przyjmuje Jego naukę w całości, albo nie jest się chrześcijaninem.
Czas, który nadchodzi jest wiec wspaniałą okazją do tego, żeby odpowiedzieć sobie na te pytania. Wkrótce nadejdzie dzień, gdzie czcić będziemy Cud Zmartwychwstania. Jezus dał nam klucz do wiary, nadziei i miłości. Klucz, który pasuje do miłującego serca, sprawiedliwego serca, otwartego serca. Przecież nie zawsze nam wychodzi dobrze, nie zawsze potrafimy kochać, przecież popełniamy błędy, obrażamy drugich, obmawiamy. Ale też są dni, kiedy czujemy, że największą wartością tu na ziemi jest każdy człowiek, ten bogaty i ten biedny, że w każdym człowieku jest Jezus.
Minęły rekolekcje. Czas, w którym rekolekcjonista, poprzez swoje nauki pragnął pomóc nam w odnalezieniu siebie, swoich wartości, swojego miejsca, swoich uczuć. Jeszcze raz zaufajmy, zaufajmy i uwierzmy, że miłość czyni cuda. Klucz, który mamy w ręku będzie pasował tylko wtedy, gdy zwrócimy swe oczy na Jezusa, tego umęczonego, poniżonego, a jednocześnie wywyższonego. Uczmy sie od niego miłości, pokory, cichości. Serce raz otwarte tym kluczem niech pozostanie pełne wiary, nadziei i miłości.
„Nie lękajcie się!” – wołał Jan Paweł II. Nie lękajmy się przyznawać do Jezusa, nie lękajmy się kochać bliźniego, nie lękajmy się stać w obronie wolności i pokoju, nie lękajmy się! Róbmy wszystko tak, jakby Jezus dzisiaj miał wjechać do nas i abyśmy zmienili bieg wydarzeń nie wołając: ukrzyżuj! Tylko: witaj, umiłowany Panie! Abyśmy mogli przywitać Go otwartymi sercami, czystym sumieniem, pokorni i ufni. Żebyśmy mogli oddać Mu klucz do naszych serc bez strachu. Żebyśmy mogli powiedzieć: Panie, Tobie zaufałem, Tobie zawierzyłem! Mimo potknięć – wstawałem. Mimo fali ateizmu, krwawych rozrachunków – byłem Ci wierny. Stałem w obronie Twoich wartości. Starałem się dać Ci siebie całego.
Przygotował: ks. Tomasz
