III Niedziela Wielkiego Postu /B/ (2015)
III Niedziela Wielkiego Postu /B/ 2015-03-08 Wj 20,1-17; Ps 19,8-11; 1 Kor 1,22-25; J 2,13-25 Niekiedy wydaje nam się,
Read More
II Niedziela Adwentu
Iz 40,1-5.9-11; 2 P 3,8-14; Mk 1,1-8
Historia zbawienia. Wydawać by się mogło, że te dwa słowa wzajemnie się wykluczają. Historia dotyczy wydarzeń, dat w znaczeniu ograniczonym do wymiarów tylko tego świata. Zbawienie zaś dotyczy rzeczywistości nadprzyrodzonej. Historia zbawienia, to zatem wkroczenie Pana Boga w historię ludzkości i każdego człowieka z osobna. A zatem w świecie wartości materialnych równolegle rosną i dojrzewają wartości ponadczasowe, nadprzyrodzone. Rozwijając się w sensie biologicznym, rozwijamy się także w sensie duchowym. I takim kontekście, nie są to już dwa samodzielne procesy, ale jeden, pełny i wszechstronny proces rozwoju człowieka – historia zbawienia.
Każdy człowiek z chwilą pojawienia się na świecie, otrzymuje zadania, jakie będzie miał do wykonania. Genialny rzeźbiarz Michał Anioł mawiał, że w każdym marmurze już znajduje się gotowy posąg, tylko trzeba odłupać niepotrzebne okruchy. Podobnie jest w życiu. Każdy człowiek, od pierwszej chwili swego istnienia, staje przed najcenniejszą wartością zwaną życiem, w której zawiera się ogromna suma dobra i piękna. Trzeba ją tylko wydobyć, odrzucając to wszystko, co ją zniekształca i szpeci.
Całe nasze życie jest takim jesdnym wielkim Adwentem. Jest tym przygotowaniem drogi dla Pana. Bo idzie jeszcze mocniejszy od nas. Idzie mocniejszy od Jana Chrzciciela, największego z narodzonych z niewiasty. Idzie Ktoś wyjątkowy. Jakże mu nie przygotować drogi, jakże nie wyprostować ścieżek. Na jakim etapie jestem? Czy tak rozumiana historia zbawienia, to już historia o której zapomnieliśmy? Czy też dzieje się ona w nas tu i teraz? Adwent nie jest czasem dla śpiochów, nawet na roraty trzeba wstać na 6.00. Adwent, jest czasem twórczym, dynamicznym, bo jak tu spać, gdy idzie Ktoś tak ważny. Niesamowita historia i niesamowite jest też także to, że zakończenie tej historii zależy od nas…
ks. Mariusz
I Niedziela Adwentu
Iz 63,16b-17.19b;64,3-7; 1 Kor 1,3-9; Mk 13,33-37
Kolejny Adwent w naszym życiu. Ktoś zapyta: po co tyle tych Adwentów? Nie wystarczyłby jeden? Dlatego jest ich tyle, bo człowiekowi jeden Adwent nie wystarczy. Człowiek lubi czasem posiedzieć w ciemności. Pan Bóg musi kolejny raz nas wyprowadzić z tych ciemności, do swojego światła i przygotować nas na zbliżające się święta narodzenia Światłości Prawdziwej. W tym świetle, rozpraszającym ciemności grzechu przyjdzie Chrystus jako: z wysoka wschodzące Słońce, aby oświecić tych, co w mroku i cieniu śmierci mieszkają, aby nasze kroki skierować na drogę pokoju.
Chrystus wzywa nas do czuwania, aby nie zastał nas śpiących, gdy przyjdzie. Adwent jest krótki i bardzo łatwo go przespać, albo przesiedzieć w ciemności. Czuwajcie więc, bo nie wiecie, kiedy pan domu przyjdzie.
Znajdź nas Panie Jezu, już w tym Adwencie, z naszych ciemności, wyprowadź nas do światła. W Tobie jest światło, każdy mrok rozjaśni…
ks. Mariusz
Uroczystość Jezusa Chrystusa Króla Wszechświata
Ez 34,11-12.15-17; 1 Kor 15,20-26.28; Mt 25,31-46
Dzisiejsza uroczystość kończy rok liturgiczny, a Ewangelia przedstawia nam Chrystusa, do którego będzie należało ostatnie zdanie w historii każdego z nas. I tym ostatnim zdaniem, czyli sądem nad nami, Chrystus otworzy ostatni, trwający już bez końca rozdział naszego istnienia. Nasz Król, posługuje się niezwykle prostym kryterium w swoim sądzie. Tym kryterium jest miłość okazywana drugiemu człowiekowi. Miłość, która realizuje sie w pomocy, życzliwości, dobrym słowie, dobrym uczynku. Zanim Pan Bóg postawi nas po prawej, czy lewej stronie, zada nam proste pytanie: czy nauczyłeś się na ziemi kochać innych ludzi? Czy innym ludziom na ziemi zgotowałeś piekło, czy niebo?
Jezus Chrystus, Król i Sędzia, weźmie pod uwagę wszystko, co uczyniliśmy, lub czego nie uczyniliśmy naszym bliźnim i policzy to, jako czyn dokonany dla Niego samego. Będziemy zatem sądzeni z dobrych i złych czynów. Jako ludzie, jesteśmy stworzeni po to, abyśmy czynili dobro. Abyśmy odchodząc z tego świata, odchodzili z podniesioną głową, ze świadomością dobrze przeżytego życia. Ze świadomością dobra, które wyświadczyliśmy innym ludziom. Skoro nasz Król, jest źródłem dobra i miłości, to my, jako jego poddani powinniśmy zabiegać o dobro i miłość. Pewien perski król, wezwał do siebie różnych mędrców, i zapytał ich: Co jest największym stopniem ludzkiej biedy? Padały różne odpowiedzi: starość, choroba, nędza. A jeden z mędrców powiedział: Największa bieda może się przydarzyć człowiekowi wtedy, gdy stojąc u kresu życia, nie może sobie przypomnieć żadnego dobrego czynu.
Okazanie miłosierdzia ludziom jest świadczeniem miłosierdzia samemu Chrystusowi. Dlatego w dzisiejszej Ewangelii Chrystus zachęca nas do czynienia tu na ziemi dobra, bo ono będzie naszym biletem, naszą przepustką do nieba. Może dziś Chrystus chce powiedzieć: Jestem tak blisko, za twoją ścianą, jestem w potrzebie, a mijasz mnie obojętnie. Jestem w ojcu i matce, do których nie chcesz się odezwać, już dawno nie dzwoniłeś, nie odwiedzałeś ich. Mieszkam tuż obok ciebie, a nie zauważasz mnie, codziennie mijasz mnie na ulicy z pogardą i lekceważeniem. Cokolwiek uczyniliście jednemu z tych najmniejszych, Mnieście uczynili”.
Jest taki film, akcja jednej z scen rozgrywa się w Hajd Parku w Londynie, tam gdzie każdy może sobie stanąć na podwyższeniu i mówić co mu się żywcem podoba, byle nie obrazić królowej. Stanął jakiś człowiek, wędrowny kaznodzieja i zaczął nauczać: Na ostatniej wieczerzy Jezus wziął chleb połamał i dał najpierw Piotrowi. A ktoś z słuchających z tłumu powiedział: wcale nie najpierw Piotrowi, ale Janowi. Ten kaznodzieja nie zwrócił na to uwagi. Nauczał dalej, ale po chwili zapytał: kto to powiedział, że Jezus dał najpierw chleb Janowi, a nie Piotrowi? O tamten, ale on już jest tam, poszedł. Kaznodzieja zeskoczył z podwyższenia, biegnie za nim, dopadł go, położył mu rękę na ramieniu, zatrzymał i mówi: Ty, skąd ty wiesz, że Pan Jezus dał chleb najpierw Janowi, a nie Piotrowi? On mówi: A bo ja tam byłem. I zdejmuje tę jego rękę z ramienia, a na dłoni ma ślad po gwoździu. Chrystus w Hajd Parku. Chrystus w Krośnie, Rzeszowie, Warszawie…
Chrystus także i dziś chodzi wśród nas. Nie w szatach królewskich, nie w koronie na głowie, nie w lśniącym płaszczu. Zagląda do naszych mieszkań, domów. Tylko my ciągle szukamy tego Pana Jezusa, takiego ładnego, jak z obrazka. Długa biała szata, piękne włosy, taki śliczny Pan Jezus. A on przychodzi w drugim człowieku. I może tak jak w opowiadaniu Zofii Kossak Szczuckiej pt. Gość oczekiwany, kiedyś nam odpowie: byłem u ciebie, ale ty najpierw poszczułeś mnie psami, a potem przepędziłeś.
W każdym z nas są pokłady dobra, korzystajmy z nich, nie odkładajmy ich na później. Starajmy się też dostrzec w każdym człowieku wizerunek Chrystusa. Bo tylko wtedy, mogą nas miło zaskoczyć słowa Chrystusa. Pójdźcie błogosławieni Ojca mojego posiądźcie Królestwo przygotowane dla was. Bo wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, mnie uczyniliście. Amen.
ks. Mariusz
XXXIII Niedziela Zwykła
Prz 31, 10-13.19-20.30-31; 1 Tes 5, 1-6; Mt 25, 14-30
Ta przypowieść Jezusa wpisuje się w nurt opowiadań eschatologicznych podprowadzających czytelnika pod dzień paruzji. Już we wcześniejszych naukach Jezusa widzimy, że mówi On o Królestwie Niebieskim porównując je z wydarzeniem opisanym w przypowieści. Aby dobrze zrozumieć kontekst Jezusowego opowiadania o talentach warto by zacząć próbę zrozumienia dzisiejszej Ewangelii od słów, których de facto w tekście nie ma, ale intelektualne dodanie ich pomoże zrozumieć ideę wypowiedzi Jezusa: „W czasie ponownego przyjścia Syna Człowieczego będzie podobnie jak z człowiekiem, który mając udać się w daleką podróż…” itd.
O co chodzi z tymi… „talentami”? Odpowiedź jest dość ciekawa. Suma, którą pan przekazuje sługom jest wręcz niewyobrażalna. W I w. n.e. w Imperium Rzymskim 1 talent (talanton) odpowiadał 6 tys. denarów. Wynagrodzenie za dzień pracy przeciętnego pracownika wynosiło właśnie 1 denar. 300 dni w roku spędzonych w pracy, uświadamia nam, że wspomniany 1 talent to zapłata za 30 lat pracy. Idźmy dalej… 5 talentów to suma za 100 lat pracy, a 10 talentów… no właśnie suma ogromna, trudna do wyobrażenia i przeliczenia. Zauważmy, że dobrodziej, który udaje się w podróż i przekazuje hojne prezenty swoim sługom jest otwarty na ich własną inicjatywę. Nie sugeruje im, na co mają przeznaczyć otrzymane fundusze.
Pieniądz rodzi pieniądz, więc gdy tylko słudzy pożegnali swojego pana, zabrali się do roboty. Aby pomnożyć swój majątek z pewnością nie włożyli swoich pieniędzy do banku i nie czekali bezczynnie na odsetki, ale wzięli się za handel. Był to popularny sposób zarabiania w starożytnym Izraelu. Skąd wiemy, że nie chodzi tu o depozyt bankowy? Do „leniwego” sługi pan po powrocie mówi, że zrobiłby lepiej, gdyby złożył pieniądze w ręce bankierów, wtedy zyskałby choć trochę.
Ale czy wtedy istniały banki? Oczywiście! Każde większe miasto Imperium Rzymskiego posiadało swój bank. Żydzi więc mieli w nich składane swoje pieniądze. Bankowcy pełnili podobne funkcje do współczesnych nam pracowników banków: zamieniali waluty, przechowywali pieniądze w depozytach oraz obracali nimi na „giełdzie” w celach zysku. Ile mógł więc wynieść dochód z obrotu depozytem? Starożytne źródła podają przypadek, że zysk mógł sięgać nawet 14,2% wpłaconej kwoty. Sługa gnuśny zarobiłby więcej przy swoim lenistwie, gdyby wpłacił pieniądze do banku, a tak, zakopując je w ziemi, nie zarobił ani grosza. Ale skąd pomysł na… zakopywanie pieniędzy?Był to dość znany zwyczaj wtedy, kiedy państwo nie zaznawało pokoju, a więc w czasie wojny. Wówczas depozyt mógł być przeznaczony na potrzeby państwa, a tak, pieniądze zakopane gdzieś w polu były bezpieczniejsze… Powiedzmy… zawsze ktoś mógł je ukraść lub mogły zostać wywindowane do góry przez jakieś zwierzę… Możemy zastanawiać się, co było złego w zachowaniu gnuśnego sługi, który przecież miał dobre chęci. Musimy pamiętać, że Jezus w Ewangelii św. Mateusza często powtarza, że jego uczeń ma przynosić owoce, ma pełnić dobre czyny, czyny miłosierdzia, którymi wielbi Boga.
Powrót pana – kyriosa (κύριος) – przypomina więc uczniom powtórne i definitywne przyjście Chrystusa. Aż ciarki przechodzą na myśl, co będzie się wtedy działo… W następną niedzielę podczas czytania Ewangelii będziemy wsłuchiwali się w Słowo o sądzie ostatecznym. Sprawa dla tych, którzy ociągali się w swojej wierze i miłości nie będzie wyglądała kolorowo… Ale… nie uprzedzajmy przyszłego tygodnia.
Słudzy rozliczają się z panem. Pierwsi dwaj pomnożyli swoją sumę dwukrotnie. Obaj więc otrzymują taką samą nagrodę, mimo iż finansowo ich przychód bardzo się różnił. Pochwała od szefa: dobrze, sługo dobry i wierny, obietnica awansu: byłeś wierny w rzeczach niewielu, nad wieloma cię postawię oraz chyba najważniejsze – świętowanie z panem (wejdź do radości twego pana) – stają się największą nagrodą dla ambitnych sług. Kto więc pracuje w pocie czoła dla Chrystusa, mimo przeciwności może być pewien, że nagroda wieczna go nie minie!
Przychodzi i trzeci sługa, ten, który otrzymał jeden talent. Zaczyna tłumaczyć się lękiem i dystansem do swojego pana. Ale czy to rzeczywiście strach przed utratą majątku mógł go aż tak przyblokować? Dziwne wydaje się też określenie powracającego pana (Jezusa) jako twardego (σκληρὸς – skleros). W tej samej Ewangelii czytamy przecież, jak Jezus mówi: Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię. Weźcie moje jarzmo na siebie i uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokorny sercem, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych. Albowiem jarzmo moje jest słodkie, a moje brzemię lekkie» (11,28-30). Czy rzeczywiście sługa miał podstawy, by uważać swojego Pana za… twardego? Oczywiście, że nie! Okazuje się więc, że powodem skarcenia sługi jest jego lenistwo i… nieszczerość w relacji z panem (Chrystusem). W końcu sługa zły otrzymuje swoją „nagrodę”. Zostaje wyrzucony na zewnątrz – w ciemności! Tam, gdzie jest/będzie płacz i zgrzytanie zębów. Jego jeden talent zostaje przekazany temu, który zyskał najwięcej. Jest to oczywiście nagroda za szczerość i lojalność względem pracodawcy. Jeśli ten dobry sługa aż tak przysłużył się dla Królestwa, pewne jest, że można powierzyć mu dużo więcej, w przeciwieństwie do tego lenia, na którym nie można w ogóle polegać, choć wiadomo, że warunki do rozwoju miał identycznie komfortowe jak jego koledzy.
Bez względu na to jaką funkcję pełnię w życiu, bez względu na to czy jestem księdzem, lekarzem, nauczycielem, biskupem, siostrą zakonną, mechanikiem samochodowym, mogę być pewien, że Bóg przekazał mi tyle, ile chciał przekazać. Otrzymałem tyle, ile było dla mnie przygotowane.
Pierwsze pytanie, które powinno rodzić się w nas po rozważeniu tego fragmentu Ewangelii niech więc brzmi następująco: co robię z bogactwem, z fortuną otrzymaną od Pana Boga? To, co Pan dał trzeba w sobie odkryć. Talenty, umiejętności, możliwości, powołanie, itp. Każdy ma coś ofiarowane! Nie powinniśmy mieć w żadnym wypadku kompleksów, chyba że niewłaściwie korzystam z tego, co zostało mi przekazane. Nawet jeśli dostrzegam w sobie jakąś niedoskonałość (a każdy patrzący realnie na swoje życie pewnie zobaczy w sobie braki w różnych dziedzinach życia) to i tak muszę mieć świadomość, że mam też w sobie coś, co otrzymałem tylko ja, mam swoją wyjątkowość, która także wpisana jest we mnie jako odzwierciedlenie doskonałości Boga. Teraz trzeba mi pielęgnować to dobro, które może dziać się przez moje ręce. I nie mogę się zrażać. Wspólnocie, w której jestem mam dawać to, w czym jestem dobry, najlepszy. Dawać, tzn. dzielić się, a nie egoistycznie i samolubnie patrzeć na siebie i narcystycznie się podziwiać.
Czas najwyższy zobaczyć swoją twarz w lustrze dzisiejszego Słowa. Nawet jeśli jestem dla siebie zbyt krytyczny, mam cały tydzień, ba, całe życie, by zobaczyć Bożą wyjątkowość, która jest we mnie, ten Boży talent. Dopiero później trzeba zacząć to pielęgnować, by wzrastało i wydawało plon… jak pieniądze w rękach bankowców, o których dziś powiedział mi Jezus.
opr. ks. Michał Powęska
XXXII Niedziela Zwykła
Mdr 6, 12-16; 1 Tes 4, 13-18; Mt 25, 1-13
Przypowieść i pannach roztropnych i nierozsądnych wchodzi w skład piątej mowy Jezusa zamieszczonej w Ewangelii św. Mateusza w rozdziałach 24 i 25. Jest to tzw. Mowa Eschatologiczna, która dotyczy królestwa niebieskiego, ale już w aspekcie ostatecznym, nowej rzeczywistości. Wielkie cierpienia, ucisk i kataklizm całego kosmosu to widoczne znaki końca ziemskiej, grzesznej rzeczywistości i początek nowej. Ta „nowa rzeczywistość” nastąpi w momencie przyjścia Syna Człowieczego (Pana Jezusa) na sąd ostateczny. Jednak nasza przypowieść jest drugą z trzech poświęconych tematowi odwlekania się czasu paruzji, czyli powtórnego przyjścia Pana Jezusa na ziemię. Pewne jest, że Chrystus przyjdzie i to nieoczekiwanie, dlatego niezbędna jest czujność i gotowość. Abyśmy mogli lepiej zrozumieć dzisiejszą ewangelię spróbujmy podzielić ją na mniejsze części.
Wersety 1-2 – wprowadzenie, w którym zostają przedstawieni bohaterowie; 3-5- opis przygotowań do uroczystości weselnej; 6-10- scena ukazująca przybycie oblubieńca, a jeszcze dokładniej 6-7 -nadejście oblubieńca, 8-9 -dylemat i zakłopotanie panien nierozsądnych i 10- wejście na ucztę; 11-12- postępowanie i powrót panien nierozsądnych; 13- końcowe pouczenie o tematyce eschatologicznej. Jeżeli uważnie przeczytaliśmy przypowieść widać pewien cel przybycia panien i oblubieńca, a jest nim uczta weselna. Jak więc ona wyglądała w czasach ziemskiej działalności Jezusa, jakie były zwyczaje weselne w Izraelu? Otóż w czasach Jezusa małżeństwo było zawierane w dwóch etapach. Pierwszy z nich nosił nazwę qidduszin albo erusin. Były to jakby zaręczyny, pewien kontrakt ślubny na mocy którego ojciec panny młodej zrzekał się prawa do rozporządzania nią na rzecz męża. Od tego momentu młodzi stawali się rzeczywistym małżeństwem, chociaż dalej mieszkali oddzielnie, każdy u swoich rodziców. Drugi etap noszący nazwę nissu’in lub chuppa odbywał się mniej więcej rok później i był połączony z ucztą weselną, od tego momentu małżonkowie rozpoczynali wspólne życie. Ciekawostka- zazwyczaj małżeństwo zawierano bardzo młodo, narzeczona w wieku 12-13 lat, a narzeczony 18. Do którego etapu zawierania małżeństwa odnosi się przypowieść? Ewangelista nie mówi wprost, choć kreśli elementy drugiego, gdyż uroczystości te były poprzedzone dwiema procesjami, z jednej strony towarzyszki narzeczonej, z drugiej pan młody ze swoimi gośćmi. Ceremonie weselne, które trwały nawet 7 dni rozpoczynały się wieczorem, a więc jednym z elementów wyposażenia weselników były lampy oliwne, pozwalające im poruszać się po ciemnych zaułkach, którymi kroczył orszak weselny.
Kiedy czytaliśmy inne przypowieści Pana Jezusa o Królestwie Niebieskim, zazwyczaj rozpoczynały się one od czasu teraźniejszego: „Królestwo Boże jest podobne do….”, w tym przypadku został użyty czasownik w formie czasu przyszłego (Futurum) strony biernej ὁμοιωθήσεται (homojothesetaj)– będzie podobne, będzie upodobnione. Możemy postawić kolejne pytanie: do kogo lub czego będzie podobne? Do 10 panien czy może do sytuacji opisanej na końcu przypowieści? Możemy śmiało odpowiedzieć, iż odnosi się to do zakończenia przypowieści, ponieważ wspomniany czas przyszły przenosi punk ciężkości na koniec, czyli zupełnie odmienne koleje obydwu grup panien.
Co oznacza liczba 10 panien? Zazwyczaj są one rozumiane jako symbol ludzi, którzy przyjęli naukę Jezusa i oczekują Jego przyjścia. Sama liczba 10 w świecie żydowskim wyraża pewną całość, ma charakter uniwersalistyczny. Ale zaraz na wstępie Jezus zauważa, że wśród jego wyznawców, uczniów są mądrzy (po grecku φρο’νιμοι- fronimoj) nieroztropni (μωροι- moroj), którzy nie myślą o przyszłości. Wyrazem tej nieroztropności jest zaniedbanie tego co konieczne, aby wejść z oblubieńcem na ucztę weselną.
Jak rozumieć oliwę, której zabrakło pannom nierozsądnym? Jezus nie sprecyzował, nie dał jednoznacznej odpowiedzi, ale skoro miała dawać światło konieczne przy powitaniu oblubieńca, to wydaje się, że nawiązywał w ten sposób do swojej nauki, która jest światłem by poznać, chwalić i dojść z czasem do Ojca w Niebie.
Dlaczego panny roztropne nie pożyczyły oliwy, dlaczego były skąpe? Pan Jezus pokazuje jednoznacznie, że oczekiwanie na Jego przyjście nie może być połowiczne, byle jakie ale musi być nacechowane pełnym zaangażowaniem. Gdyby roztropne pożyczyły oliwy przywitanie oblubieńca nie byłoby tak uroczyste i dokonałoby się w okrojony i skromniejszy sposób, albo co gorsza, w ogóle by się nie odbyło w przypadku braku oliwy u wszystkich.
Kim jest oblubieniec i dlaczego się opóźnia? W przeszłości szczególnie w II i III wieku naszej ery wielu wybitnych ludzi w kościele zwanych ojcami kościoła wyjaśniało Pismo Święte alegorycznie, stąd w rol oblubieńca widzieli Jezusa Chrystusa, natomiast jego opóźnianie się co wyraża czasownik χρονιζω (hronidzo) oznacza opóźnianie się paruzji – czyli raz jeszcze- ponownego przyjścia Chrystusa na ziemię.
Dlaczego po przybyciu na ucztę wchodzą tylko panny roztropne, a nie wpuszczone są panny nierozsądne? Ciekawe jest, że oblubieniec jest nieczuły na prośby panien nierozsądnych. Jezus przez tak drastyczne porównanie udowadnia, że w kwestii zbawienia w czasie paruzji (znamy już to słowo) będą się liczyć wyłącznie własne uczynki i osobista gotowość, w tym momencie człowiek będzie zdany wyłącznie na siebie wobec wymagającego i nieubłagalnego oblubieńca. W zasadzie można do tej sytuacji odnieść pewne powiedzenie: „jakie przygotowanie, życie, taka wieczność”.
ks. Marcin Biegas
XXXI Niedziela Zwykła
Ml 1, 14b – 2, 2b. 8-10; 1 Tes 2, 7b-9. 13; Mt 23,1-12
Na katedrze Mojżesza zasiedli uczeni w Piśmie i faryzeusze. Z oceny ich postawy wynika, że sami nie są autorytetem ze względu na brak spójności słów z życiem. Pomimo to posiadają autorytet od Kogoś innego, bardziej potężnego — od samego Boga. Takie rozdwojenie ma oczywiście daleko idące konsekwencje. Do wypełniania swej funkcji zostali przygotowani przez szkołę (szeroko rozumianą). Tam nauczyli się wszystkiego, zdobyli wiedzę. W tym „obszarze” są bezbłędni. Dobrze znają Pisma, Proroków, Prawo. Potrafią opisać szereg trudnych i nowych sytuacji i opatrywać je odpowiednimi paragrafami prawa. Jednak nie o to chodzi Bogu.
Do czego wobec tego chce zachęcić Ewangelia? Aby zgłębić odpowiedź, trzeba cofnąć się do wydarzeń na górze Synaj. Tam Mojżesz otrzymał Dziesięć Słów, ale również doświadczył ogromnej bliskości Boga: z Nim rozmawiał, przebywał w Jego obecności, Jego poznawał. Potęga tego spotkania i jej zewnętrzne przejawy, kazały ludowi prosić, aby Mojżesz był ich pośrednikiem, aby on rozmawiał z Bogiem i przekazywał im to, co Bóg chce im powiedzieć. Spotkanie z Bogiem zmieniało też Mojżesza fizycznie, jego twarz jaśniała i dlatego musiał ją zakrywać. Relacja bliskości, szacunku, która zrodziła się między nimi, nakazała Mojżeszowi zniszczyć kamienne tablice wobec grzechu bałwochwalstwa narodu. Traktował to bowiem nie jako przekroczenie prawa, ale jako odrzucenie, zniszczenie relacji i zranienie przyjaciela.
W Jezusie lud dostrzegał moc, która wypływała z Jego wnętrza. Była to inna nauka, płynąca z doświadczenia, a nie ze „szkoły”. Cały Jego autorytet płynął nie z tego, czego się nauczył i kogo reprezentuje, ale ze spotkania z Ojcem. W postawie Jezusa lud odkrywał, że Bóg jest bliski, że jest Ojcem.
Bóg w Jezusie spotyka człowieka prawego i poszukującego woli Bożej, bardziej niż własnej wygody i szczęścia. Jezus spotyka Boga twarzą w twarz, co w przekonaniu Starego Testamentu wywoływało śmierć. Jezus jednak nie umiera, bo w Nim nie było egoizmu, myślenia o własnym szczęściu i zadowoleniu, ale było zawsze myślenie o Bogu jako Ojcu i o Jego woli. W tym upatrywał szczęście i spełnienie. Potwierdzeniem słuszności tej drogi jest Jego zmartwychwstanie!
XXIX Niedziela Zwykła
Iz 45, 1. 4-6; 1 Tes 1, 1-5b; Mt 22, 15-21
Historia Zbawienia pokazuje, że Bóg otacza zawsze opieką swój lud. W swoim działaniu najczęściej posługuje się ludźmi. To poprzez nich działa i pokazuje drogę. Nawet jak wola Boża nie spotka się z uznaniem i w końcu pobłądzą, Stwórca poprzez swoje zrządzenia jest w stanie z powrotem wyprostować wszystkie kręte ścieżki, na których się znaleźli poprzez swój brak zaufania i hołdowanie własnej pysze.
Pismo Święte podkreśla, że w relacji na linii Bóg – człowiek, inicjatywa stoi zawsze po stronie Boga. To On wybiera, zaprasza do wejścia w relację. Do człowieka należy tylko odpowiedzieć miłością na miłość. W przypadku odmowy, Bóg i tak znajdzie sposób, aby Jego wola się wypełniła.
To, że Pan Bóg jest inicjatorem spotkania z człowiekiem i że realizuje zawsze to, co zamierza potwierdza dzisiejsze pierwsze czytanie. Bóg przygotowuje wyzwolenie swojego ludu z niewoli. Narzędziem w Jego ręku będzie pogański król Cyrus. Królowi zostaje przypisany tytuł „pomazaniec”, który u narodu izraelskiego był również tytułem mesjańskim. Naród wybrany jest w centrum historii Zbawienia, lecz nie określa jej granic. Bóg wybiera również innych, nawet tych, którzy Go nie znają. Potwierdza to, że jest On panem historii oraz, że objawia się wszystkim narodom jako Bóg jedyny: „Ja jestem Pan, i nie ma innego. Poza Mną nie ma Boga”.
Inicjatywa spotkania stoi zawsze po stronie Boga. Oznacza to, że ten wybór jest z Jego strony darem łaski. Objawia On swoją dobroć i miłość wszystkim. W ten sposób daje się poznać i stwarza każdemu możliwość, aby mógł za Nim pójść. „Potężny Cyrus, władca Persów, jest włączony do większego planu, który tylko Bóg zna i realizuje. To czytanie ukazuje nam teologiczny sens dziejów: wielkie epokowe przełomy, kolejne mocarstwa podlegają najwyższej władzy Boga; żadna władza ziemska nie może stanąć na Jego miejscu” (Benedykt XVI, homilia 16.10.2011).
Dzisiejsza Ewangelia porusza kwestię zasadności płacenia podatku Cezarowi. Jezus zostaje wystawiony na próbę, poprzez przewrotne pytanie faryzeuszów: „Czy wolno płacić podatek Cezarowi, czy nie?”. Zadanie to miało na celu wywołanie niezgody pomiędzy zwolennikami i przeciwnikami płacenia podatku okupantowi rzymskiemu i tym samym pochwycenie Jezusa na podżeganiu do buntu, ewentualnie na zaakceptowaniu sytuacji niewoli. Jezus odpowiadając wypowiada słynne zdanie, które powtarzane jest nie tylko w kontekście opisanej sytuacji, lecz znalazło również swoje miejsce w kulturze wszystkich epok: „Oddajcie Cezarowi to, co należy do Cezara, a Bogu to, co należy do Boga”.
Jezus mówi, że podatek należy zapłacić, ponieważ na monecie znajduje się wizerunek Cezara. Odpowiedź Jezusa jest lepiej zrozumiała w kontekście słów, które wypowiada później przed Piłatem: „Królestwo moje nie jest z tego świata” (J 18, 36).
Królestwo Zbawiciela nie przypomina królestw ziemskich, a Jego władanie nad narodami nie ma nic wspólnego z uciskiem i przemocą.
Druga część odpowiedzi udzielonej przez Jezusa podkreśla, że „Bogu należy oddać to, co należy do Boga”. „Podatek winien być zapłacony Cezarowi, bo na monecie jest jego wizerunek; ale człowiek, każdy człowiek, nosi w sobie inny wizerunek – obraz Boga, a zatem Jemu, i tylko Jemu, każdy jest winien własne życie” (Benedykt XVI, homilia 16.10.2011).
Chrześcijanin nigdy nie może stracić z oczu tego, co jest najważniejsze – Zbawienia. Poprzez oddanie „tego, co Boskie Bogu” zwraca się ku swemu Stwórcy, dostrzega w sobie Jego oblicze i wie, że dzięki temu będzie zawsze na właściwej drodze.
XXVIII Niedziela Zwykła
Iz 25,6-10a; Ps 23,1-6; Flp 4,12-14,19-20; Mt 22,1-14
Dane nam przez Kościół Słowo Boże porównuje bliskie obcowanie człowieka z Bogiem do wybornej uczty. To sam Bóg ją dla nas przyrządza, zastawia stół, zaprasza. Jeśli lubimy biesiadować z przyjaciółmi, możemy domyślić się, jak wielką radością będzie to ucztowanie z Bogiem. Kiedy gromadzimy się na Eucharystii, to już wtedy mamy możliwość zakosztowania Bożej uczty.
Ludzie zaproszeni przez króla, zawiedli. Jak jeden mąż, i to z lekceważeniem, odmówili zaproszenia na ucztę. Żaden nawet nie próbował usprawiedliwić swojej absencji, nieobecności na uczcie. Tak jakby nic się nie stało, każdy z nich poszedł do swoich zajęć. Byli i tacy, którzy zareagowali przemocą wobec posłańców króla, wywołując gniew władcy i jego zdecydowaną, ostrą reakcję. Stracili nie tylko zaproszenie, ale życie i mienie. Wydawało się, że uczta jest zagrożona, że będzie trzeba ją odwołać. Ale władca znalazł rozwiązanie. Kazał sługom zaprosić na ucztę wszystkich, których spotkają na rozstajnych drogach królestwa. Sala zapełniła się biesiadnikami. Uczta została uratowana.
Być zaproszonym na przyjęcie urodzinowe, imieninowe, weselne to zaszczyt, wyróżnienie. Być zaproszonym przez Pana Boga to niejako suma zaszczytów i wyróżnień. On w każdą niedzielę zaprasza mnie na ucztę szczególną, na Ucztę Eucharystyczną. On bardzo liczy na moją osobistą obecność, liczy na to, że nie odmówię Jego zaproszeniu. Jednak także mnie często nachodzi pokusa odmowy, zlekceważenia Tego, który mnie zaprasza. Tyle jest po ludzku bardziej atrakcyjnych spraw, którymi mogę się zająć w ten świąteczny dzień, niż brać udział we Mszy Świętej; choćby niedzielne zakupy, spanie do oporu, sprzątanie, pranie. Na wiele sposobów mogę zranić Boże Serce. Ale tak naprawdę największym rannym będę ja sam. A ta rana krwawi mocno i tylko sam Pan może ją skutecznie uleczyć. Zaproszeni z przypowieści zlekceważyli zaproszenie, stracili także życie i mienie. Zlekceważyć Eucharystię to niejako wykluczyć się z grona zbawionych, to zamknąć serce na moc życia, które niesie Ofiara Jezusa Chrystusa. Czy nie lepiej jednak przyjąć zaproszenie i wziąć udział w Uczcie, a potem jej mocą pięknie i mądrze żyć?
Wszystko sprowadza się do tego, aby człowiek mógł poczuć się „ubranym w odświętną piękną szatę”. „Z pewnością tą szatą jest – jak pisze św. Augustyn – to, co posiadają jedynie dobrzy, ci, którzy uczestniczą w święcie…”. Możemy więc zapytać, czy chodzi tutaj o sakramenty? Może o chrzest? Bez chrztu trudno jest człowiekowi przyjść do Boga, a z drugiej strony niektórzy przecież otrzymują chrzest, a mimo to nie przychodzą do Boga… Być może chodzi o ołtarz lub to, co z niego otrzymujemy? Jednakże przyjmując Ciało Chrystusowe, niektórzy spożywają i piją swoje własne potępienie (1 Kor 11,29). Czym więc jest ta szata? Postem? Źli też poszczą. Uczęszczaniem do kościoła? Źli ludzie, tak samo jak inni, przychodzą do kościoła.
Czym więc jest ta szata odświętna? Apostoł Paweł mówi nam: „Celem zaś nakazu jest miłość, płynąca z czystego serca, dobrego sumienia i wiary nieobłudnej.” (1 Tm 1,5). Oto ta szata odświętna. Nie chodzi o jakąkolwiek miłość, gdyż często widzi się nieuczciwych ludzi kochających innych, ale nie ma u nich tej miłości „płynącej z czystego serca, dobrego sumienia i wiary nieobłudnej”. Zatem ta miłość jest odświętną szatą.
Jak wiele dóbr jest nieużytecznych, jeśli brakuje tego jednego! I gdybym rozdał na jałmużnę całą majętność moją, a ciało wystawił na spalenie, lecz miłości bym nie miał (1 Kor 13,3), nic bym nie zyskał, gdyż mogę działać tylko przez miłość uwielbienia. „Lecz miłości bym nie miał, nic bym nie zyskał”. Oto odświętna szata. Zastanów się, czy ją masz i przyjdź z ufnością na ucztę Pana. Módl się także, aby grzech nie zamknął ci drogi do uczestnictwa w Uczcie Godów Baranka.
XXVII Niedziela Zwykła
Ci, którym Jezus opowiada przypowieść, uważnie Go słuchają. Nieszczęścia innych są zawsze bardziej interesujące niż ich sukcesy (i przynoszą więcej przyjemności). Nie udały się zbiory winogron. Jest to symbol zdradzonej miłości. Właściciel winnicy jest dziwnym człowiekiem. Nie oczekiwał owoców dla siebie. Chciał, aby cieszyli się nimi inni. Człowiek kochający nie pragnął przede wszystkim odpowiedzi na swoją miłość, lecz chciał, aby ona przyniosła owoc dla innych.
Winnica, która nie odpowiedziała na oczekiwania, zostanie porzucona, pozostawiona bez obrony, zmieni się w ugór, będzie zdana na łaskę przechodzących przez nią zwierząt. To, co ją czeka, to zniszczenie. Kim jest ten zakochany, który może wydawać rozkazy chmurom, aby nie dawały deszczu? To jest Pan.
Największym nadużyciem człowieka jest uznanie siebie za prawdziwego właściciela winnicy, własnego życia, misji zleconej mu przez Boga. Ktoś taki znajduje sobie wygodne miejsce, broni się przed interwencjami (również słusznymi), przez które właściciel usiłuje uzyskać to, co mu się prawdziwie należy. To ja jestem tym człowiekiem, który jest w stanie zatrudnić specjalistów (wynagradzanych lepiej od szarych robotników pracujących w winnicy), którzy bronią moich praw i przywilejów. Jednak zapomniałem o tym, w jakim celu zostałem wezwany do winnicy. Moim zadaniem jest wydawać owoce.
O wierności nie mówi moja obecność w winnicy, lecz przynoszenie w niej owoców. Winnica i owoce w niej nie należą do mnie. Te owoce to: sprawiedliwość, wolność, miłosierdzie, braterstwo, przebaczanie wrogom itd. Człowiek jest w stanie zawieść oczekiwania Boga. Tak wiele zawiedzionych oczekiwań. Są to nasze upadki. Jeśli przynosimy owoce, bywają one zatrute. Nie czekamy na to, aby Bóg pozbawił nas winnicy. Sami się jej pozbawiamy i zarazem pozbawiamy jej innych. Bóg nie może nawet innym rolnikom przekazać winnicy, ponieważ ona nie istnieje. Stała się śmietniskiem.
XXVI Niedziela Zwykła
Dany jest nam czas na mówienie „nie chcę”, ale również dany jest nam czas na wyrażenie swojego „chcę”. Jest czas na zmianę zdania, myślenia, postawy. Jest, krótko mówiąc, czas opamiętania się. Jest chwila na uczynienie tego, czego wczoraj nie chciałem.
Jezus mówi słowa, które mogłyby być uznane za bluźnierstwo: „celnicy i nierządnice wchodzą przed wami do Królestwa”. A przecież właśnie oni byli uznani za godnych pogardy, nieczystych. Celnicy i nierządnice posiadali jednak to, czego nie mieli niektórzy uczeni w Piśmie i faryzeusze, towarzyszyła im świadomość zła, które ogarnia ich życie. Ludzie traktowani z pogardą, „oddychający” na co dzień tym, co nieczyste, a jednak noszący w sobie wiarę możliwą, aby wejść do Królestwa.
Żeby wierzyć, trzeba się opamiętać! To, co niezwykłe, możemy dostrzec w postawie syna mówiącego „nie chcę”. Rzeczywistość, którą ukazują celnicy i nierządnice to prawda, że: można przejść od siły grzechu do mocy wiary, od mocy namiętności do mocy miłości Boga, od upokorzenia do wywyższenia, od życia w pogardzie do doświadczenia uznania, szacunku, spojrzenia Jezusa.
III Niedziela Wielkiego Postu /B/ 2015-03-08 Wj 20,1-17; Ps 19,8-11; 1 Kor 1,22-25; J 2,13-25 Niekiedy wydaje nam się,
Read MoreIII Niedziela Zwykła /B/ 2015-01-25 Jon 3,1-5.10; Ps 25,4-9; 1 Kor 7,29-31; Mk 1,15 Nawracajcie się! To słowa, które
Read MoreNiedziela Chrztu Pańskiego /B/ 2015-01-11 Iz 42, 1-4.6-7; Ps 29 (28); Dz 10,34-38; Mk 1,6b-11 Jezus przyjmuje chrzest. Rozpoczyna
Read MoreII Niedziela po Narodzeniu Pańskim /B/ 2015-01-04 Syr 24, 1 – 2. 8 – 12; Ef 1, 3 – 6.
Read MoreIV Niedziela Adwentu /B/ 2014-12-21 2 Sm 7, 1 – 5. 8b – 12. 14a. 16; Rz 16, 25 –
Read MoreIII Niedziela Adwentu /B/ 2014-12-14 Iz 61,1-2a.10-11; Łk 1,46-50.53-54; 1 Tes 5,16-24; Iz 61,1; J 1,6-8.19-28 Dziś niedziela Radości (Gaudete),
Read MoreII Niedziela Adwentu /B/ 2014-12-07 Iz 40, 1 – 5. 9 – 11; 2 P 3, 8 – 14; Mk
Read MoreI Niedziela Adwentu /B/ 2014-11-30 Iz 63,16b-17.19b; 64,3-7; Ps 80,2ac.3b.15-16.18-19; 1 Kor 1,3-9; Ps 85,8; Mk 13,33-37 Czuwajcie! To najmocniejsze
Read MoreXXXIII Niedziela Zwykła /A/ 2014-11-16 Prz 31,10-13.19-20.30-31; Ps 128,1-5; 1 Tes 5,1-6; Mt 25,14-30 W dzisiejszej przypowieści Jezus wspomina o
Read MoreXXXII Niedziela Zwykła /A/ 2014-11-09 Mdr 6, 12 – 16; 1 Tes 4, 13 – 18; Mt 25, 1 –
Read MoreXXXI Niedziela Zwykła /A/ Wspomnienie Wszystkich Wiernych Zmarłych 2014-11-02 Dn 12, 1-3; Rz 6, 3-9; J 11, 32-45 Po
Read MoreXXX Niedziela Zwykła /A/ 2014-10-26 Wj 22, 20 – 26; 1 Tes 1, 5c – 10; Mt 22, 34 –
Read MoreXXVIII Niedziela Zwykła /A/ 2014-10-12 Iz 25, 6 – 10a; Flp 4, 12 – 14. 19 – 20; Mt
Read MoreXXVII Niedziela Zwykła /A/ 2014-10-05 Iz 5,1-7; Ps 80,9.12-16.19-20; Flp 4,6-9; J 15,16; Mt 21,33-43 Jezus mówi w przypowieściach,
Read MoreXXVI Niedziela Zwykła /A/ 2014-09-28 Ez 18, 25 – 28; Flp 2, 1 – 11; Mt 21, 28 –
Read More